9 maj 2014

Mniej natury niż sądzisz.

Moda na wszystko, co naturalne zatacza coraz większe kręgi. Również w świecie kosmetyków. Ale nie w każdym słoiczku kremu z napisem „bio”, „eko” czy „naturalny” znajduje się prawdziwy naturalny kosmetyk. A już na pewno nie wszystkie jego składniki pochodzą z kontrolowanych upraw biologicznych.
Dziś kosmetyki naturalne można kupić już nie tylko w aptece czy sklepie ekologicznym. Oferują je zwykłe drogerie, a nawet supermarkety.


Żel pod prysznic z ekstraktem pomarańczy, mleczko do demakijażu z aloesem? Popyt na naturę w kosmetykach rośnie z roku na rok. Korzystając z zainteresowania konsumentów, producenci oferują nam wciąż nowe receptury kosmetyków z etykietką „bio”.

Ale nie zawsze tam, gdzie dodano „rumianek bio” czy olejek różany, mamy do czynienia z „prawdziwym” kosmetykiem naturalnym. Wiele firm kosmetycznych chce na modzie na naturalność zarobić, oferując nam zwykłe kosmetyki w „ekologicznym” opakowaniu. Jak odróżnić je od tych, które produkują prawdziwe kosmetyki naturalne?

Jak rozpoznać naturę w kosmetyku?
Rozpoznanie na pierwszy rzut oka kosmetyku naprawdę naturalnego nie jest proste. Problemów przysparza samo prawo, które nie reguluje tej kwestii – nie mówi, co jest kosmetykiem naturalnym, a co nim nie jest. Pierwszym punktem odniesienia dla konsumenta może być certyfikat, którego logo widnieje na opakowaniu. Organizacje wydające takie certyfikaty oraz producenci sami zdefiniowali, co rozumieją pod pojęciem „kosmetyku naturalnego”. A że certyfikatów, którymi oznaczane są takie wyroby, jest wiele, a każdy z nich stawia producentom inne wymagania, konsumentowi trudno zorientować się, co tak właściwie wkłada do koszyka. Do najbardziej znanych certyfikatów należą: międzynarodowy Ecocert, NaTrue czy niemiecki BDIH (Kontrollierte Natur-Kosmetik).
Znawcom tematu pomoże też rzut oka na listę składników kosmetyku. Co ważne, zgodnie z prawem, muszą one być wymienione w kolejności od tych których jest najwięcej do tych, których jest najmniej. Składniki pochodzące z kontrolowanych upraw biologicznych lub z certyfikowanych dzikich zbiorów są zazwyczaj oznaczone gwiazdką.


Ile jest bio w naturalnym kremie?

Pewne jest jedno: rzadko 100%. „Bio” oznacza bowiem, że składniki pochodzą z kontrolowanych upraw biologicznych albo z certyfikowanych dzikich zbiorów. Tymczasem niektórych roślin w jakości „bio” jest na rynku po prostu za mało.


Wyprodukowanie kosmetyku w całości ze składników „bio” jest raczej niemożliwe. Weźmy na przykład taki szampon lub płyn do kąpieli – zawarte w nich aktywne tenzydy myjące są co prawda wytwarzane z naturalnych składników, takich jak skrobia kukurydziana czy tłuszcz kokosowy, ale własnych biologicznych upraw tych roślin nie ma. To samo dotyczy emulgatorów, potrzebnych do połączenia oleju z wodą w procesie produkcji kremu lub mleczka. Również mineralne składniki do wytwarzana barwników czy pasty do zębów nie istnieją w jakości „bio”.

9 komentarzy:

  1. wszystkie chcemy być piękne, a jeszcze jeśli możemy przy tym być bardziej bio - to kupujemy bez zastanowienia... A firmy robia nas w bambusa niestety ;( Jest to przykra prawda, dlatego trzeba cześciej o tym mówić, żebyśmy były świadome swoich wyborów ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak zwykle w Polsce można napisać wszystko na etykiecie. A konsument i tak kupi. Najbezpieczniej to chyba robić samemu kosmetyki z półproduktów.

    OdpowiedzUsuń
  3. Super post, czasami trzeba dwa razy się zastanowić zanim sięgniemy po kosmetyk opisany jako naturalny :/
    Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawy post, niestety takie czasy że świadomie i nieświadomie faszerujemy się chemią od wewnątrz i zewnątrz, ja uważam że najlepsze wyjście jest w prostocie, często najprostrze kosmetyki są najlepsze.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiele razy natknąć sie mozna na buble kosmetyczne niby bio a wcale nie sa bio

    OdpowiedzUsuń
  6. Mnie najbardziej denerwuje wciskanie oleju arganowego, oczywiście znajduje się on na końcu składu, a producent krzyczy wielkimi literami na opakowaniu, że kupujemy balsam arganowy czy inne serum. Porażka

    OdpowiedzUsuń
  7. Szkoda, że większość natury to ściema w kosmetykach. Ale nie ma co się dziwić jak nawet naturalne warzywa czy owoce wcale nie są naturalne...

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja szczerze mówiąc kiedyś nie przywiązywałam uwagi do składów kosmetyków, dopiero od jakiegoś czasu (od kiedy mam blog :D). Kieruję się prostą zasadą - z reguły im coś droższe tym lepsze (choć nie zawsze).

    OdpowiedzUsuń
  9. Przyznam że nie przykładam uwagi do tego że coś jest w 100% naturalne. Najważniejsze jest jak reaguje moja skóra, jak na nią działa i przyjemność w używaniu. Czasem coś tak wali że nie da się tego wziąć na dłonie, co dopiero na twarz.

    OdpowiedzUsuń